Nowe pomysły warte zachodu

Minęło już kilka lat od tego wydarzenia, jednak za każdym razem opowiadam o nim z tą samą pasją, a w głowie mam wciąż te same wspomnienia. Będąc prezesem średniej wielkości firmy produkującej szklane naczynia, większość życia spędziłem w dostatku, nie dziwię się więc sobie, że gdy zauważyłem spadające dochody, postanowiłem nie ignorować problemu i wziąć sprawy w swoje ręce. Znajomy poinformował mnie o tym, że w pobliskim miasteczku otworzono browar, produkujące własne trunki. Nie czekałem długo, ponieważ okazja była niepowtarzalna, nie można rozpocząć dystrybucji piwa bez odpowiednich naczyń, w końcu wiele osób preferuje picie z butelek, a nie z puszek. Zadzwoniłem do właściciela nowo powstałej piwiarni, po kilku rozmowach uzgodniliśmy już prawie wszystko. Ja dostarczam mu wysokiej jakości butelki po stosunkowo niskiej cenie, on umieszcza logo i dane mojej firmy na etykiecie.

Produkcja butelek nie jest czymś, co reklamuje się w telewizji, przecież na co taka butelka zwykłemu człowiekowi, jednak w etykiety na gotowych produktach zagłębiają się jedynie ludzie, którzy wyraźnie czegoś poszukują. Minęło może pół roku, a dostałem pierwszy telefon, telefon, który na stałe zmienił charakter mojej działalności. Pewien człowiek, kolekcjoner, poprosił mnie o wykonanie kilku spersonalizowanych butelek do swojego zbioru. Wykonanie naczyń odbiegających od standardowych kształtów nie było zbytnio opłacalne, biorąc pod uwagę że klient pragnął jedynie paru egzemplarzy, a nie masowej produkcji, jednak zaakceptowałem propozycję. Zwęszyłem potencjalny biznes, takich firm jak moja były dziesiątki w kraju, jednak firma produkujące specjalne naczynia na zamówienie, to brzmiało świeżo. Była to inwestycja, dosłownie i w przenośni. Okazało się, że ten człowiek, który wcześniej do mnie zadzwonił, był przewodniczącym jakiegoś kółka miłośników butelek, a mój zakład był pierwszym, który pozytywnie rozpatrzył jego zamówienie. Oczywiście, nadal produkuję klasyczne butle, jednak moja firma po tym projekcie i zmianie rozkładu kapitału przekształciła się w coś bardziej uniwersalnego. Zajmując się wieloma dziedzinami, mogę być bardziej spokojny, ponieważ nie są mi już straszne nagłe załamania konkretnych odgałęzień rynku. Tak się złożyło, że prezes browaru, od którego zaczęło się to całe zamieszanie, został moim bliskim przyjacielem, na tyle bliskim, że podzieliłem się z nim moim podejściem do interesów. Na początku był on sceptyczny do tego typu inwestycji, jednak w końcu dał się namówić i również tego nie żałuje. Z dumą mogę powiedzieć, że dzięki mnie, jeden z niewyróżniających się, okolicznych browarów, stał się niemal egzotycznym przysmakiem po tym, jak do receptury zaczęto dodawać odrobinę koziego mleka.

Wydaje się to śmieszne, właściwie to słusznie, gdyż głównie to placebo, ilość mleka nie przekracza dziesięciu promili w całym napoju, jednak ten zabieg bardzo pomógł, z sprzedaż jego produktów wzrosła prawie trzykrotnie. Zdziwiłem się nawet, że znani krytycy i smakosze zaczęli wypowiadać się o jego browarach o wiele pozytywniej, niż wcześniej, sugerując że pomysł ten to zdecydowanie krok w dobrą stronę i podmuch bardzo oczekiwanej świeżości w branży, która pozostawała w stagnacji od kilkudziesięciu lat.

Dodaj komentarz